Wzruszeń czar


Dzisiejsze dzieci są właściwie bardzo biedne – bo mają stanowczo za dobrze. Od maleńkości otacza je pełen cudów techniki świat – wszystkie te komórki, tablety, laptopy.., mają okazję uczestniczyć w wyjątkowych wydarzeniach – ot, tu międzynarodowy festiwal teatrów lalkowych, tam – jakby mimochodem – wielkie, uliczne granie, dzięki któremu całe miasto zamienia się w jedną wielką scenę muzyczną, a tam, jakby na dokładkę – wspaniałe, wzruszające filmy na wyciagnięcie ręki – czy to w kinie, czy w domowych warunkach...

Absolutna rozpusta, prawda?

Czytelnicy niniejszego tekstu, którzy stawiali pierwsze kroki w głębokich latach ’70-tych, z pewnością przytakną… No bo co wówczas oferowano dzieciom? Ot, dobranockę – czarno-białą! - o magicznej godzinie 19:00, od biedy – czasami jakiś film w kinie objazdowym, a technologie? Ha! Telefon wówczas najczęściej był w co dziesiątym mieszkaniu, zaś o komputerach czy atrakcjach ulicznych nikt nawet nie myślał. Tak, to były wspaniałe, nieskomplikowane czasy dzieciństwa, w których – według dzisiejszych standardów – było i działo się NIC.

No, prawie nic... Ręka do góry, kto pamięta magiczne, pełne wzruszeń i mocnych wrażeń wieczory, spędzane na oglądaniu filmów z projektora? O, to dopiero była gratka.. Ciemny pokój, wiszące prześcieradło – lub niezastawiony meblościanką fragment ściany, szum cicho pracującego, grzejącego się powoli projektora - i te wspaniałe historie, pokazywane klatka po klatce... Do oglądania takich filmów potrzebny był obowiązkowo ktoś dorosły (lub po prosu ktoś starszy), bowiem statyczne obrazki zaopatrzone były w podpisy, których widownia zazwyczaj jeszcze nie potrafiła odszyfrować…

„Szewczyk Dratewka”, „Legenda o Złotej Kaczce”, „O sierotce Marysi i siedmiu krasnoludkach” - i już zwykły wieczór zamieniał się w magiczny, bajkowy czas, którego w najmniejszym stopniu nie przebiją dzisiejsze rozkrzyczane seanse w multi-hiper-super-kinach. Niby rzecz polega na tym samym: ekran, film do obejrzenia, garstka chętnych – ale choćbyśmy poszli z dzieckiem na nawet najbardziej wzruszający film dziecięcy wszechczasów – to i tak nie będzie to samo.

Biedne te nasze dzisiejsze dzieci: czy one za te kilkadziesiąt lat w ogóle będą pamiętały wspólne wyprawy do kina na jakiś wspaniały film? Pewnie nie.. A nawet jeśli – takie wspomnienie nie wywoła w nich nawet 1/10 takiego wzruszenia, jakie czujemy dziś my, ich protoplasci, znajdując gdzieś w piwnicy/na strychu pudełko z zakurzonymi filmami do projektora…